Dzisiejsze posiedzenie Sejmu dotyczące tzw. ustawy frankowej pokazało, że projekt zaczyna ewoluować w kierunku bardziej wyważonych i prokonsumenckich rozwiązań. Szczególnie istotne jest wycofanie się przez rząd z zapisów dotyczących zarzutu potrącenia, które w dotychczas proponowanym kształcie mogły prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji dla kredytobiorców, w tym ryzyka utraty odsetek ustawowych za opóźnienie.
To ważny sygnał, że głos praktyków, pełnomocników i samych kredytobiorców został dostrzeżony. Od początku podnoszono bowiem, że przyspieszanie postępowań nie może odbywać się kosztem obywatela i jego praw majątkowych, a proponowane dotychczas przepisy dotyczące zarzutu potrącenia w art. 5 i 18 projektu ustawy były szeroko kwestionowane przez środowisko konsumenckie.
Dyskusja dotyczyła przede wszystkim tego, że część sądów, uwzględniając zarzut potrącenia, nie zasądza na rzecz kredytobiorców odsetek od tej części wierzytelności, która została umorzona wskutek potrącenia. Wynika to z art. 499 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym oświadczenie o potrąceniu ma moc wsteczną od chwili, gdy potrącenie stało się możliwe. Tego właśnie najbardziej obawiali się Frankowicze, którzy często od wielu lat czekają na prawomocne zakończenie swoich spraw. Dlatego wycofanie się z tego pomysłu należy ocenić pozytywnie.
W mojej ocenie dzisiejsze poprawki pokazują, że ustawa może jeszcze stać się realnym narzędziem usprawniającym postępowania frankowe, pod warunkiem zachowania równowagi pomiędzy szybkością postępowania a ochroną konsumenta.
Pozytywnie należy ocenić przede wszystkim rozwiązania dotyczące automatycznego zabezpieczenia roszczeń. Dla wielu kredytobiorców będzie to miało ogromne znaczenie praktyczne, szczególnie dla osób znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej czy klientów upadłego Getin Noble Banku S.A. Istotne może być również ograniczenie liczby zbędnych rozpraw oraz większe wykorzystanie posiedzeń niejawnych w sprawach, które pod względem prawnym i dowodowym są już dobrze wyjaśnione.
Nie można ignorować faktu, że sprawy frankowe w ogromnej części opierają się dziś na utrwalonym orzecznictwie TSUE oraz sądów krajowych. W wielu przypadkach kluczowe znaczenie mają dokumenty i analiza prawna, a nie wieloletnie postępowanie dowodowe. Jeżeli nowe przepisy będą rozsądnie stosowane przez sądy, mogą rzeczywiście przełożyć się na szybsze wydawanie wyroków.
Warto jednak pamiętać, że ustawa pojawia się bardzo późno. Gdyby podobne rozwiązania zostały wprowadzone kilka lat temu, mogłyby odegrać jeszcze większą rolę systemową. Dziś machina orzecznicza w sprawach frankowych jest już rozpędzona, a sądy wypracowały względnie stabilną linię orzeczniczą. Nigdy wcześniej postępowania frankowe nie były prowadzone tak sprawnie jak obecnie.
Dlatego kluczowe będzie teraz to, aby dalsze prace legislacyjne nie doprowadziły do chaosu interpretacyjnego ani ponownego wydłużenia postępowań. Frankowicze potrzebują dziś przede wszystkim stabilności, przewidywalności i poczucia bezpieczeństwa.
Warto również pamiętać, że administracyjna „masówka”, którą trzeba szybciej przepchnąć przez sądy, sama w sobie nie oznacza jeszcze rozwiązania problemów Frankowiczów. Ustawa nie może sprowadzać się wyłącznie do technicznego przyspieszania postępowań i poprawiania statystyk sądowych.
Frankowicze potrzebują dziś przede wszystkim jasnego sygnału, że państwo stoi po stronie obywatela i realnej ochrony konsumenta w sporze z silną instytucją finansową. Dlatego tak istotne jest, aby projekt, mimo że niewątpliwie spóźniony, zachował rzeczywiście prokonsumencki charakter i nie prowadził do ograniczania praw kredytobiorców pod pretekstem usprawniania postępowań.
Jutro o godz. 9:30 połączone komisje ponownie mają zająć się projektem i omawiać kolejne poprawki. Dzisiejsze zmiany pokazują jednak, że kierunek prac zaczyna zmierzać w stronę bardziej rozsądnych i praktycznych rozwiązań dla konsumentów.
Materiał opracowany przez adw. Karolinę Pilawską z Kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci.







